Wietnam Trip 2014


rider:Monika, Dagmara, Jurgen
spot:Hon Rom, Malibu Beach, Mui Ne, Phan Thiet, Vietnam
time:24 styczeń - 12 luty 2014
foto:Monika, Dagmara, Jurgen
text:Jurgen

Decyzja o naszej kite delegacji do Wietnamu zapadła dość spontanicznie. Kilka telefonów, szybka decyzja i promocyjne bilety Qatar Airways do Wietnamu mieliśmy już w rękach.

Nasza ucieczka przed zimą rozpoczęła się 24 stycznia. Słoneczny ale wyjątkowo mroźny dzień utwierdził nas tylko w słuszności podjętej decyzji. Szybka przejażdżka autostradą, mały andacik, auto zostawione u prezesa i już siedzieliśmy w samolocie w nieznane. Po 5 godzinach lot osiągnęliśmy pierwszy przystanek. Lotnisko Doha w Katarze stało się naszą sypialnią na dzisiejszą noc. Kolejne 8h, upłynęło nam pod znakiem poszukiwania komfortowej pozycji na wyjątkowo niewygodnych siedzeniach w quiet roomie.

Po kolejnych 7h godzinach lotu znaleźliśmy się około 230km od docelowego Mui Ne. Szybkie przeliczenia i według europejskich standardów za 3h mieliśmy się znaleźć u celu. Nic bardziej mylnego. Wietnamski styl jazdy, drogi i wyprzedzające na trzeciego autobusy skutecznie spowolniły naszą jazdę. 200km w 6h? Uznaliśmy to za nowy rekord i padliśmy spać w Hiep Hoa, naszym nowym domku na kolejne 3 tygodnie w Mui Ne.
Mały hotelik, złożony z dwóch pawilonów, usytuowany miedzy palmami tuż przy plaży okazał się być idealnym miejscem na rajskie wakacje. Rezerwowany przez internet hotel kosztował nas 35$ za dobę za pokój. Szybkie przekalkulowanie i kolejne zdziwienie, 35zł za dobę na osobę? Prawie jak na Kaszubach..

Rejon Mui Ne to ciągnące się po dwóch wzdłuż drogi mniejsze lub większe zabudowania. Wjeżdżając od strony Phan Thiet mijamy wielkie, ekskluzywne hotele, jadąc dalej wielkie kompleksy hotelowe ustępują miejsca coraz mniejszym i coraz tańszym hotelikom aby przerodzić się w cześć bardziej lokalną kończącą się portem i wsą Mui Ne. Podobnie jest z plażą. Najlepsza i najszersza plaża nadając się do pływania położona jest od strony Phan Thiet. Im dalej tym węziej. Przy naszym hotelu plaża pojawiała się przy niskim poziomie wody ale nie przeszkadzało to w pływaniu. Wzmocnione betonowymi schodkami podwyższenia idealnie nadawały się do bezpiecznego wystartowania kite'a.

Będąc na miejscu przetestowaliśmy 4 spoty. Zacznijmy od położonej przy hotelach zatoki Mui Ne. Pływanie przy hotelu niewątpliwie ma swoje plusy ale szybko stwierdziliśmy że sam spot pozostawia wiele do życzenia i trzeba stamtąd uciekać. Czop który ciężko porównać z czymkolwiek w u nas na wybrzeżu skutecznie zniechęcał nas do rozkładania się pod hotelem. Kiedy pływać w Mui Ne? Nam udało się zaliczyć fajna sesje pod hotelami kiedy wiatr wchodził na popołudnie/wieczór i woda nie była tak beznadziejnie, nierówno rozbujana.

Przy porcie w Phan Thiet znajdziecie idealnie płaską wodę. Odcięta przez falochron woda nadaje się idealnie do nauki nowych tricków wymagających dobrych wybić. Niestety spot ma ogromny minus. Przechodzący przez dwa falochrony wiatr staje się niesamowicie szarpiący i nieprzewidywalny. Wielokrotnie w trakcie wybicia okazywało się że latawiec złapał szkwał lub zupełnie skończyła się w nim moc.

Na wschód od Mui Ne znajdziecie dwa spoty Wave. Hon Rom czyli wyspa żółwi to dalej oddalony, urokliwy i niezatłoczony spot. Widoczna z drogi, oddzielona piaskową wydmą wyspa wyznaczy Wam miejsce w którym należy kierować się w stronę wody. Znajdziecie tutaj wiatr on shore z delikatną odkrętką do cross'a. Po lewej stronie spotu, patrząc w kierunku wyspy, piętrzą się fajne, dość wysokie fale. Po prawej stronie, odcięta wyspą, płaska woda jest idealnym miejscem do nauki tricków na lewym halsie. Prawy hals ma tam ciut mało miejsce na rozpędzenie się. Na spocie nie spotkaliśmy tłumów. Spot jest dość daleko od Mui Ne więc mało kto tam dojeżdża.

Najczęściej bywaliśmy na Malibu Beach. Spot z wiatrem cross on, długimi, mocnymi i niezbyt wysokimi falami na prawą nogę stanowił fajne miejsce do wave. Długi okres fali pozwala także na freestyle. W tym miejscu pływają zarówno ludzie okolicznych hoteli jak i przyjezdni z Mui Ne zmęczeni ogromnym chopem. Na Malibu większość osób pływa na deskach wave. Zazwyczaj w ciągu dnia jest tu dość tłoczno ale każdy znajdzie miejsce dla siebie w szerokiej zatoce.
Pływając w Wietnamie należy zwrócić szczególną uwagę na sieci. Spotkaliśmy się z nimi w zasadzie na każdym spocie. Są dobrze oznaczone i można nad nimi przepłynąć/przeskoczyć ale wywrotka w pobliżu może być dość niebezpieczna.

Po Wietnamie podróżujemy skuterkami. Oferty wynajmu są bardzo popularne w Mui Ne więc każdy znajdzie coś dla siebie. Standardowa cena za skuter z automatyczną skrzynią biegów to 10$ za dzień ale spokojnie można ją stargować do około 5-6$ w zależności od długości wynajmu. Paliwo? Około 1-1,5$ za litr. Jeżdżąc na skuterach uważajcie na autobusy. Największy na drodze ma zawsze pierwszeństwo.

Na koniec wyjazdu postanowiliśmy zwiedzić Ho Chi Minh. Po 6h jazdy sleeping bussem znaleźliśmy się w centrum miasta. W zatłoczonym Distrikcie 1 znajdziecie kilka zabytków, mnóstwo skuterów i wyjątkowo propaganowe muzeum wojny Wietnamskiej. Całodzienna wycieczka po 3 tygodniach w cichej, małej wsi była dla nas zapowiedzią brutalnego powrotu do mroźnej rzeczywistości.

W przeciwieństwie do Egiptu jemy wszędzie. Gdy tylko miejsce nie świeci pustkami można bezkarnie jeść niezależnie czy jest to wyrafinowana restauracja czy tylko wietnamska Pani domu sprzedająca zupę z garnka. Ceny posiłków oscylują pomiędzy 1-5$ w zależności od standardu restauracji. A na koniec najprzyjemniejsze. Litr rumu + 2 litry coli = 3$.

Na miejscu spotkacie wielu Polaków. Są to w większości młodzi ludzie którzy ucząc w Wietnamskich szkółkach uciekają przed Polską zimą. Na naszej codziennej rodzę znalazło się Sajgon Cafe. Tutaj spotyka się, chilluje i imprezuje "polonia". Miejsce jest bardzo urokliwe ale i zdradliwie. Ciężko sę z nim pożegnać, szczególnie po Coco Loco autorstwa Tommiego.

Mimo wielu godzin męczącej podróży Wietnam jest na pewno miejscem do polecenia, miejscem do którego będziecie chcieli wrócić. Zupełnie inna, bezstresowa kultura, ciepło, palmy i praktycznie ciągły wiatr to wszystko o czym może marzyć sfrustrowany nieciekawą zimą w Polsce surfer.

Na koniec dziękuje wszystkim którego spotkaliśmy na naszej drodzę. Bez Was ten wyjazd nie byłby tak udany!


Ostatnie komentarze


Wietnam Trip 2014